Kamery termowizyjne – bez rewolucji

Źródło: ADIRCAMS

 

W 2016 r. opublikowaliśmy raport na temat kamer termowizyjnych na polskim rynku. Co się zmieniło przez ostatnie 3 lata? Czy nastąpiła jakaś rewolucja w technologiach związanych z tymi urządzeniami?

 

Kamery termowizyjne stały się sprzętem dość powszechnym w różnych zastosowaniach. Dzięki spadającym cenom mogą sobie na nie pozwolić firmy i osoby działające w różnych branżach. Mechanik samochodowy może łatwo zlokalizować uszkodzenie maty grzejnej w fotelu samochodowym, a hydraulik – miejsce wycieku ciepłej wody.

Najtańsze kamery, które są dostępne w Polsce można kupić już za ok. 800-1000 zł. Nie jest to najniższa kwota, jaką trzeba wydać na tego typu urządzenie – np. w sklepie internetowym Amazon najtańsza kamera kosztuje 114 euro. Oczywiście fachowiec, gdy spojrzy na parametry takiego urządzenia, tylko wzruszy ramionami, bowiem jedynie krótko stwierdzi, że „to zabawka, a nie poważny sprzęt”. Niemniej nie każdemu potrzebne jest urządzeni kosztujące kilkanaście tysięcy euro. Do wstępnej inspekcji mogą wystarczyć najprostsze urządzenia, które mogą oddać nieocenione usługi przy badaniu wycieków, instalacji elektrycznych, izolacji (w tym ścian budynków, urządzeń klimatyzacyjnych itp.).

Kamery termowizyjne mają tę olbrzymią zaletę, że są dość proste w obsłudze, efekt – w postaci wstępnej odeny sytuacji – jest natychmiastowy. Dzięki porównaniu obrazu termograficznego badanego elementu z obrazem innych, sąsiadujących, nie ma wątpliwości w interpretacji wyniku ani w stwierdzeniu, który nie pracuje od prawidłowo. Do zbadania skrzynki bezpiecznikowej wystarczy najprostsza kamera, bowiem od razu będzie widać, który bezpiecznik jest przegrzany. Oczywiście jego lokalizacja wśród dziesiątków podobnych nie będzie natychmiastowa, jęśli taka kamera nie będzie mogła wykonać jednocześnie zwykłego zdjęcia, niemniej – nie jest to duże utrudnienie.
Kłopoty pojawią się wtedy, kiedy różnice temperatur będą niewielkie lub kiedy badać będziemy miejsca stosunkowo daleko położone (np. izolatory na słupach energetycznych), albo kiedy będzie potrzeba ustalenia dokładnej temperatury badanego obiektu. W takim przypadku z pewnością bardziej przydatne okażą się urządzenia bardziej zaawansowane technologicznie.

Zapytaliśmy ekspertów zajmujących się dystrybucją takich kamer, czy nastąpiła jakaś rewolucja w konstrukcji tych urządzeń. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że nie – następuje systematycznie unowocześnianie tych urządzeń, głównie pod kątem ich rozdzielczości i czułości, ale nie nastąpił w ciągu ostatnich 3 lat żaden przełom. Oczywiście w ślad za rozwojem technologicznym spadają ceny.

Pewną tendencją, jaką można zaobserwować, jest coraz większe „rozpychanie się” urządzeń chińskich na rynku. Producenci z Chin przebijają konkurencję cenami, nabierając jednocześnie doświadczenia w produkcji. Sceptykom urządzeń z Dalekiego Wschodu można przypomnieć, że kilkadziesiąt lat temu urządzenia (a zwłaszcza samochody) japońskie uchodziły za wzór złej jakości. Podobnym brakiem zaufania 30 lat później cieszyły się produkty koreańskie. Warto też wspomnieć o tym, że większość urządzeń elektronicznych pochodzi z Dalekiego Wschodu, w tym z Chin i Tajwanu. Najtańsza chińska kamera, a ściślej – przystawka do telefonu komórkowego, kosztuje zaledwie ok. 100 USD, a więc ok. 400 zł. Może więc się okazać, że już za kilka lat obok uznanych firm z tej branży jak Flir i Fluke pojawią się inne marki. Już dziś przystawki do telefonów oferuje chińska firma Infiray Technologies, uważana za jednego z głównych graczy.

 

Autor: Tomasz Kurzacz

Więcej poniżej lub w PDF (link do pobrania):

GM_2019_02_26_34_Termowizja
Authors

Related posts

Góra
English